5:56 gotów do wymarszu. Jeszcze tylko autoportretz Księdzem Jerzym w złotych ramach i ruszam. Pierwotny plan zakładał nocleg w Dobrzyniu. Tutaj było miło, gościnnie i wygodnie ale pozostaje "do nadrobienia" kilkanaście kilometrów. Na szczęście już nie pada. Co prawda ani śpiwór ani buty nie wyschły ale jest wiatr więc liczę, że chociaż wyprane skarpety uda się w trasie wysuszyć. Jestem po obfitym smacznym, śniadaniu. Wczoraj nie zdołałem uporać się z całym poczęstunkiem. Zrobiłem sobie nawet nawet kanapki. Gospodarzom pozostawiam pożegnalny liścik i ...w drogę |


Tutaj spałem. Na pierwszym planie widoczny piec chlebowy. Budynek stoi na wysokiej skarpie nad zalewem włocławskim. Żegnały mnie trzy psy gospodarzy. To one wczoraj jako pierwsze przywitały mnie gdy w deszczu zaszedłem prosić o nocleg. |


Ostatnie spojrzenie na drogę wiodącą do siedziby gościnnych gospodarzy z Fundacji PROMETEUSZ. Wczoraj wieczorem wyglądała mniej przyjaźnie. |
ZIEMIA jeszcze ciężarna wodą. NIEBO już jednak wysyła promienie nadziei.
Kiedy ranne wstają zorze, Tobie ziemia Tobie morze, Tobie śpiewa żywił wszelki: Bądź pochwalon Boże wielki. Oo, oo, alleluja ! Ou, Alleluja.
Idę raźnym krokiem, mrucząc, znane od dwóch z górą wieków, słowa do zmienionej, pielgrzymkowo-marszowej, melodii. W rytm oryginalnej melodii długo bym musiał wędrować. Święto. Wszyscy śpią. Nikt nie słucha. Mogę więc nawet "pomruczeć" głośniej. Plecak przez noc zrobił się lżejszy. Odnowione nogi niosą dobrze. Jeszcze chwilowo są suche. Skarpety nie zdążyły przejąć wody od nasiąkniętych butów.
|


Spotykam pierwsza dziś figurkę. To krzyż mocno wrośnięty w tę Ziemię - pomiędzy dwoma grubymi jesionami. U dołu kapliczka Matki Boskiej a powyżej postaci Chrystusa... Gołębica. Po raz pierwszy widzę tak przedstawiony symbol Ducha świętego w przydrożnej figurze. |


Nagle wyłania się, podobna do mijanych wczoraj, także położona na skarpie, budowla. Współczesna. Mogłaby być nawet tajemnicza gdyby nie była śmieszna. Z tymi wieżyczkami i herbem na tympanonie. |


Ale położenia, można mieszkańcom tego tajemniczego pałacyku pozazdrościć. |
Żadnych ludzi. Tylko ona. Europejka każdym uchem. I ten stoicki spokój. |

Na szczęście w tym obejściu już krzątali się gospodarze więc miałem kogo zapytać o drogę. A nawet uzyskać odpowiedź. Europejkę też pytałem ale bez rezultatu. Dowiedziałem się zatem którędy iść.
|

Ale DROGA wkrótce przybrała postać płynną. Cóż było robić... |


Uznałem, że wilgotność wewnątrz butów zupełnie nie uzasadnia ich zdejmowania przed pokonaniem tej przeszkody. Hlup ! Hlup ! i już jestem po drugiej stronie "drogi". |

Przyjrzałem się z bliska. Oceniłem szerokość i przyczepność, a raczej śliskość, lądowiska. |

A dalej już bez przeszkód:
polną drogą
przez łąkę
|


ścieżką wśród traw
Do kolejnego dopływu Wisły. Zbyt małego by budować most. Zbyt dużego by go przeskoczyć |

Nurt jest dość wartki a chybotliwa kładka wymaga "przewinięcia" pod poręczą. Z plecakiem podwyższonym flagą nie jest to wcale proste.
Tym razem udało się bez dodatkowego nawilżania butów. |


Dalsza droga nadal zaświadczała o wczorajszej ulewie.
Woda nasączyła gliniastą drogę,
zawisła na kłosach zboża. |


Ten krzyż dopiero zaczyna "wrastać"... |
Tablica na słupie głosi: "zakaz wjazdu na teren prywatny" Na takim słupie który wyraźnie stanowił kiedyś szeroką, zapraszającą do posiadłości bramę - to intryguje Zaglądam w głąb parku. Piękne kształty. Ale widać, że nie tylko czasy gościnności ale i świetności ten dworek ma już za sobą |



Pobliska obora też nie tętni życiem |

Podobnie jak ten budynek, który kiedyś był zapewne kotłownią ogrzewająca nieistniejące już "folie". Ale po co teraz takie obiekty? Warzywa i kwiaty można w dowolnej ilości sprowadzić z zagranicy. W oddali widać jaka produkcja jest teraz opłacalna. "Ile kilowatów wyciągasz z hektara ?" A jak pod wiatrakiem posieje się rzepak to mamy ekologię do kwadratu. Tyle czystej energii do produkcji nawozów sztucznych i paliwa aby przywieźć pomidory z Holandii. |



Krzyż w kształcie baobabu. |

Pierwszy postój - drugie śniadanie |

Zawsze robi się przyjemnie kiedy zobaczy się uśmiech. Nawet przydrożnego kamienia.
|
Tuż przed Dobrzyniem. Zbliżam się do domu z którego obejścia dochodzi bardzo głośna muzyka. W ogódku młody mężczyzna z dzieckiem w piaskownicy. "Dokąd tak za..sz?" - zadaje pytanie w tym samym narzeczu co drogowiec. Wyjaśniam mu. Daję kartkę. Mówię, że idę z miejsca porwania. Kojarzy je z włocławską tamą. |
Trzecie dobrzyńskie spotkanie. Tym razem spojrzenie z amerykańskiej perspektywy. Pani H. Była jedenaście lat w Stanach. "Tam to czczą księdza Popiełuszkę! Za każdym razem, każda data, mnóstwo ludzi." "To kiedy Pan odjeżdża? ... co piechotą ?! taki kawał ! I skąd ? ... O rety !" ... "Szczęść Boże." "Z Bogiem. Szczęśliwej podróży" A po chwili - do siebie - wsiadając na rower. "O Boże, kogo ja dzisiaj spotkałam! Że tez tacy ludzie są jeszcze..." |
Nieco dalej, od strony Wisły nadchodzi trzech niezbyt świeżych Dobrzynian. Dziś święto więc można było wczoraj zabalować. - Szczęść Boże Najwyższy, barczysty odpowiada pytaniem: - A jesteś pewny, że Bóg będzie Twoim przewodnikiem ? - Wierzę w to. - Czy masz czyste intencje ? - kontynuuje - Staram się. Któż z nas nie robi błędów ! Zostawiam im swoja karteczkę i wędruję dalej niosąc dodatkowo jego pytania. |



Ten święty Antoni jest jeszcze bardzo młody. Ale widać, że stoi w miejscu odwiecznie przeznaczonym dla figury. Wśród starych jesionów. |
|


Wchodzę do centrum Dobrzynia.
Trwa budowa ołtarza na procesję. |
Kobiety kończą przypinanie napisów.
Za chwile padnie komenda "STAWIAMY" i mężczyźni postawią ołtarz. |


Wprawdzie drogowskaz jest wyraźny ale ja nie będę szedł szosą. Dlatego zasięgam języka u mieszkańców. Chętnie udzielają mi wskazówek. Nie obywa się przy tym bez małej sprzeczki wynikającej z różnicy zdań na temat drogi " na skróty". |

Przed odejściem przyglądam się treści ołtarza.
TRZECH WIELKICH POLAKÓW
Jan Paweł II Stefan kardynał Wyszyński
i ksiądz Jerzy Popiełuszko - - uczeń, który w wierności kapłana, prześcignął swych mistrzów |

Idę do znajdującego się nieopodal kościoła. Tam wiele znaków niedzielnej uroczystości beatyfikacyjnej. Do mszy świętej jeszcze ponad pół godziny ale jest już bardzo wielu wiernych trwających na modlitwie. Siadam do ławki. Ściągam przemoczone buty i skarpety, które jeszcze na szczęście nie komunikują zapachem swego stanu. Pośpiesznie zakładam suche skarpety aby nie zostać źle zrozumianym w kraju bosych antków z którego sam |

pochodzę. Pamiętam kobiety idące do kościoła boso, z butami w ręku. Zakładały je przed wejściem do świątyni. Taki był naturalny porządek. Ale żeby w kościele zdejmować buty... Dały o sobie znać nawyki z franciszkańskiej pielgrzymki jasnogórsko-łagiewnickiej, podczas której nie dość, że prawie wszyscy uczestniczą boso we mszy świętej to na domiar złego codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu w drodze odbywa się na leżąco. Czy to na karimacie, rozłożonej na posadzce kościoła czy też w lesie bądź ogródku. Nie muszę dodawać, że niewielu udawało się wytrwać w tej pozycji pół godziny bez utraty świadomości. W kazaniu ksiądz proboszcz zdecydowanie mówił o szacunku dla Najświętszego Sakramentu ale także o uszanowaniu chleba. |


Ministranci w cywilu na tle typowej zabudowy centrum Dobrzynia. |

I odświętnie ozdobione okna |

Ten dom znalazł "sponsora". Wyróżnia go nowe poszycie dachu charakterystycznym, drobnym gontem |



Te dwa miały mniej szczęścia. |
Kolejny polny krzyż |


Krótki postój na podobiadek na wysokim dobrzyńskim wzgórzu. |

Rozstaje. Pamiętam, że mam iść w lewo. Teraz nie mogę pomylić drogi ani się zatrzymywać. Jest słoneczne, senne, świąteczne przedpołudnie. Wchodzę do wsi Lenie Wielkie. Może nazwa nie jest przypadkowa i odpoczynek skończyłby się wieczorem. Lenian nie spotykam. Tylko ich inwentarz. |

Lenie Wielkie |



że też mu się chce tak łazić po krzakach |
W tym domostwie na końcu wsi zapytałem o przeprawę przez strumień. Bez szczegółowych wskazówek miejscami trudno byłoby znaleźć ginącą ścieżkę. Widać nie jest ona zbytnio uczęszczana. |




Ostatni z trzech strumieni - dopływów Wisły, które musiałem pokonać po ukrytych mostkach. Nie wiem czy strumienie te mają imiona. W rozmowach nikt ich nie nazywał |

Cztery kroki i jestem w województwie mazowieckim. Ale nie na Mazowszu. Bo to nadal Ziemia Dobrzyńska. Aż do Skrwy. Most zresztą nie wygląda na międzyregionalny. |

Jeszcze trochą taplania w błotku i wychodzę na piękną łąkę. Tam u góry podobno ma być żużlówka. |


Oglądam się za siebie. Ścieżkę zamknęła zieleń. Próżno jej szukać - jak wejścia do Sezamu. W oddali widać ostatnie zabudowania Leni Wielkich. |


Wiata przystankowa z ławką to dobre miejsce dla odpoczynku. Można się nawet na chwile wyciągnąć. |

Na gwoździu apel wójta gminy Brudzeń Duży do mieszkańców. O przekazywanie paszy dla inwentarza powodzian z powiatu płockiego. |


Symbioza. Przenikanie.
Zaczyna się obszar wysokich (podwyższonych) krzyży. |




Tradycyjne figurki przydrożne. Tę drugą nazwałem Matka Boska Traktorzystów. Do kościoła nie zaszedłem. Nie schodzę z trasy. |

Do Płocka jeszcze "tylko" 16 kilometrów. |


Przed ujściem Skrwy, przy drodze stoi krzyż z napisem:
ZA STRACONEGO SYNA TĘ PAMIĄTKĘ POŚWIĘCA MATKA T.TORNOWSKA 1909 R. |


Po drugiej stronie mostu rozpocząłem wędrówkę przez Mazowsze. |

Chałupa-willa pokryta takim samym gontem jak chata w Dobrzyniu. |
Nie każdy krzyż posiada opiekuna... |



PŁOCK ostatnie podejście. |

Centrum starówki. Stąd udaję się na umówiony nocleg. |